Co piszą inni

MEADS to inwestycja w przyszłość

ROZMOWA z Martinem J. Coyne’m, dyrektorem ds. Rozwoju Biznesu MEADS w firmie Lockheed Martin opublikowana w Gazecie Polskiej Codziennie w dn. 27 czerwca 2016 r.

Rozmawia Igor Szczęsnowicz

Przez ostatnie 10-15 lat wzrosło zagrożenie ataku z powietrza. Kiedyś, w latach 70. i 80.  były to tylko samoloty. Teraz są pociski sterowane, samoloty, drony, pociski balistyczne czy rakiety. Zagrożenie istnieje na Wschodzie i Południu. MEADS jest stworzony jako system, który zwalcza dookolnie tego typu zagrożenia ze wszystkich kierunków  – mówi Martin J. Coyne.

W firmie Lockheed Martin, którą Pan reprezentuje, istnieje departament zajmujący się systemem obronnym MEADS. Istnieje również koncern MEADS International. Jakie są między nimi zależności?

Międzynarodowa firma MEADS International została stworzona, żeby wspólnie rozwinąć system obrony powietrznej i antyrakietowej, który nazywa się MEADS. W ramach tej inicjatywy trzy kraje NATO USA, Niemcy i Włochy, zdecydowały się dzielić koszty rozwoju tego systemu. Proporcje są takie, że Lockheed Martin ma 50 proc. udziału w firmie, a resztę mają Niemcy i Włosi. Amerykański Lockheed Martin spełnia w tym konsorcjum rolę wiodącą. I my, razem z naszymi niemieckimi i włoskimi partnerami, zaprosiliśmy polskie firmy, by dołączyły do naszego zespołu.

Czy przez to należy rozumieć, że gdyby Polska zdecydowała się na ten system obrony, to i tak pierwszeństwo w dostawach mieliby Niemcy i Włosi?

W tym partnerstwie wszyscy są równi. Jeżeli Polska zdecydowałaby się wejść w to partnerstwo, miałaby równe prawo do podejmowania wszelkich decyzji. Byłaby równym partnerem w całym konsorcjum i co za tym idzie, miałaby dostęp do tej innowacyjnej technologii.

Czym różni się system MEADS od systemu Patriot, który ewentualnie miałby w Polsce zastąpić?

MEADS powstał z myślą, żeby odpowiedzieć na ograniczenia systemu Patriot, który został stworzony ponad 40 lat temu. System Patriot może odpowiedzieć na zagrożenie tylko z jednej strony, a MEADS działa w promieniu 360 stopni. Kolejną zaletą MEADS jest to, że jest o wiele lżejszy, bardzo mobilny, łatwy do transportowania oraz jest zbudowany na zasadzie dołączanych elementów. Chodzi o to, że można podłączyć do niego jakiekolwiek inne elementy, np. radary czy wyrzutnie. Przez ostatnie 10-15 lat wzrosło zagrożenie atakiem z powietrza. Kiedyś, w latach 70. i 80, były to tylko samoloty. Teraz są pociski sterowane, samoloty, drony, pociski balistyczne czy rakiety. Zagrożenie istnieje na Wschodzie i Południu. Najnowocześniejsze pociski manewrujące mogą zaatakować od tyłu. MEADS jest stworzony jako system, który zwalcza dookolnie tego typu zagrożenia ze wszystkich kierunków. To jest największy atut tego systemu. Oczywiście budowanie i rozwinięcie systemu trwało 10 lat i kosztowało 4 mld dol. Więc jeżeli ktoś stwierdzi, że będzie chciał to zrobić szybciej i taniej, to jest to niemożliwe. Wszyscy inni producenci są o 10 lat za nami.

W jaki sposób działa MEADS?

System jest prawie całkowicie automatyczny. Kilka minut po rozładowaniu potrafi być operacyjny. Potrzebuje zaledwie dwóch osób, aby nim operować. Jedną częścią jest radar nadzoru, czyli główny radar nadzorujący non-stop całe niebo wokół, szukając wrogich obiektów na wielkich dystansach. W momencie wykrycia zagrożenia, drugi radar, radar kontroli ognia, precyzyjnie śledzi cel. Informacja jest przekazywana wówczas do pojazdu kontroli, gdzie siedzi dwu operatorów, którzy wysyłają komendę do strzału. Wyrzutnia odpala pocisk typu hit-to-kill, zwany PAC-3 MSE, który używa technologii kinetycznej, niszczącej siłą uderzenia, i stara się uderzyć cel tak daleko, jak to możliwe, by nie powodować zniszczeń na ziemi. Nic nie umknie tym dwu radarom współpracującym razem. Główny pocisk, PAC-3 MSE, który jest najbardziej zaawansowanym tego typu pociskiem na świecie, otrzymuje informację od radaru, ale w locie, jak zbliża się już do celu, przejmuje lot samodzielnie i wtedy sam radar, który jest zamontowany w pocisku, naprowadza na miejsce, gdzie ma uderzyć i całkowicie zniszczyć cel. Dzięki tej otwartej architekturze i systemowi „podłącz i walcz”, kraje, które zdecydują się na MEADS, mogą dołączyć swoje, produkowane w kraju elementy, np. w wypadku Polski może to być radar lub drugi typ pocisku, co oznacza ogromne możliwości dla polskiego przemysłu. System ten był sprawdzony w trzech strzelaniach poligonowych. Sprawdził się za każdym razem. Główne, co trzeba zrobić, to dopasować system do wymagań danego klienta, np. Polski.

Ile tego typu systemów powinna zakupić Polska, aby całkowicie zabezpieczyć swoje granice przed atakiem powietrznym?

To zależy od tego, ile i jakie miejsca Polska chce chronić. Polski rząd mówi o 8-10 systemach i wydaje się, że taka liczba w wypadku MEADS powinna być wystarczająca.

Czy ten system potrafi obronić sam siebie?

Sam fakt, że jest to system dookolny, kontrolujący radarowo całe niebo dookoła siebie, sprawia, że może się obronić sam.

Jaka jest możliwość, aby polskie firmy składały takie systemy bądź produkowały do nich elementy?

Jednym z najatrakcyjniejszych punktów naszej oferty jest to, że Polska może stać się równym partnerem w tym projekcie. To nie tylko oznacza, że Polska dopasuje do swoich wymogów i będzie produkowała polskie elementy MEADS, które jak się spodziewamy mogą stanowić co najmniej 40 proc. całego projektu. Będąc partnerem, polskie firmy będą brały udział w rozwijaniu i produkowaniu tego najbardziej zaawansowanego systemu także na eksport na cały świat. Na przykład przewidujemy, że Polska, współpracując razem z firmą MESKO SA (przedsiębiorstwo produkcji broni i amunicji, część konsorcjum PGZ SA – red.), może zbudować pocisk średniego zasięgu używany przez MEADS do mniej wymagających celów, jak samoloty czy helikoptery. 70 proc. takiego pocisku może być wytwarzane z Polsce.

Jaka jest, według Pana, przyszłość tego systemu?

Oczekujemy pod koniec tego roku podpisania kontraktu z Niemcami, którzy zdecydowali się na zbudowanie nowego systemu obrony powietrznej opartego na MEADS i zastąpienie nim swoich starych zestawów Patriot. Obserwujemy ogromne zainteresowanie naszym systemem w wielu krajach, w tym w sąsiedztwie Polski. Dzięki systemowi „podłącz i walcz” można łatwo stworzyć regionalną sieć obrony opartej na MEADS. Wczoraj odwiedziłem dwa kraje, które pilnie obserwują, co zrobi Polska.

Mówiąc „przyszłość” miałem na myśli perspektywę technologiczną. Jaki będzie kolejny krok w tym systemie?

To dobre pytanie. Dzięki otwartej architekturze MEADS, która cały czas się rozwija, gdy w przyszłości jakieś nowe technologie się pojawią, to będzie można je dołączyć do systemu, na przykład nowe radary. Ale też przyglądamy się broni laserowej. Kiedy ona stanie się bardziej zaawansowana, będziemy mogli włączyć ją do systemu.

Zobacz nowy film o MEADS przygotowany na MSPO 2015